ŚDM – Świadectwo Doświadczenia Miłosierdzia

Świadectwo Doświadczenia Miłosierdzia, czyli jak ŚDM zmieniło moje życie

Miałam plany żeby pisać na bieżąco, krótkie notki podczas ŚDM, jednak nie udało się 🙂

Prawda jest taka że zabrakło mi czasu, wolałam uczestniczyć w wydarzeniach, chłonąć atmosferę i przeżywać ten czas „na maxa”, a nie spędzać go przed komputerem.

Dlatego postanowiłam dziś, tuż po zakończeniu wydarzenia opisać dla Was i dla siebie moje wspomnienia z tego wspaniałego czasu.

ŚDM to był czas pełen łaski. Było to jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń, które dane było mi przeżyć. Nie potrafię słowami wyrazić mojej radości i wdzięczności za to, co się działo w Krakowie, ale przede wszystkim za to, że mogłam w tym uczestniczyć.

Kiedy dziś rano, wychodziłam z Centrum Prasowego po ostatnim spotkaniu – płakałam. Wzruszyło mnie pożegnanie z przyjaciółmi, których poznałam. Mimo że znaliśmy się tylko 2 tygodnie – czuliśmy się wszyscy jak wielka rodzina. Było mi smutno, że się skończyło, że ulice znów będą ciche i spokojne, oraz ze Papież nie będzie poruszał się po mieście swoim biały autem. Jednak z czasem mój smutek przerodził się w radość, wdzięczność i nadzieję, że ten błogosławiony czas zaowocuje w życiu moim i całego Kościoła Świętego.

Wolontariat od podszewki

Kiedy tylko dowiedziałam się że Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Krakowie wiedziałam że będę wolontariuszem, było to dla mnie więcej niż oczywiste.

Już od stycznia pracowałam w zespole tłumaczy, przygotowując teksty na włoską wersję strony internetowej ŚDM. Także podczas Dni pracowałam jako tłumacz w Centrum Prasowym, dzięki czemu dostałam piękną akredytacje z której jestem bardzo dumna 🙂

Wolontariat to dar z siebie, ale prawda jest taka, że jeżeli dużo dajesz o siebie, to dużo otrzymujesz. Dzięki posłudze podczas ŚDM bardzo ulepszyłam mój włoski, poznałam wspaniałych ludzi i wyraźnie poczułam Bożą obecność w moim życiu.

Tak. Za bycie wolontariuszem trzeba było zapłacić. Nie pamiętam cen, ale wiem że mój pakiet podstawowy za 50 zł zawierał plecak wolontariusza, ubezpieczenie oraz dwutygodniowy bilet na całą komunikację miejską. Wiele osób oburzało się, że nie dość że poświęca się swój czas to jeszcze trzeba za to zapłacić. Ja jednak nie podzielam tego zdania. Uważam że wolontariat to wielki dar i przywilej, oraz rozumiem organizatorów, którzy wprowadzając opłatę zabezpieczyli przed utratą wolontariuszy bezkarnie rezygnujących tuż przed wydarzeniem.

Będąc wolontariuszem, czułam się odpowiedzialna za to, co dzieję się w Krakowie. Cieszę się że mogłam poświęcić swoje zdolności, czas i energię na coś tak wspaniałego. Wolontariat charakteryzuje się tym że dajesz coś od siebie, ale o wiele więcej otrzymujesz.

Oczywiście nie mogłam uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, co w sumie jest największą wadą wolontariatu, jednak mimo posługi miałam czas na włóczenie się po ulicach, udział w koncertach oraz nade wszystko na udział w spotkaniu Ojca Świętego z Wolontariuszami.

Atmosfera cudowności

Atmosferę i moją autentyczną radość z uczestnictwa w ŚDM odda mam nadzieję poniższy wpis, który opublikowałam na FB w połowie wydarzenia.

Atmosfera w Krakowie w tych dniach jest naprawdę cudowna. Tyle dobrego się dzieje, że nie sposób opisać tego wszystkiego słowami. Tysiące rozśpiewanych, radosnych młodych opanowało ulice miasta. Staram się jak najwięcej czasu spędzać na ulicach chłonąć ile się da z wszechobecnej radości. Niemal co sekundę wzruszam się, głęboko dotknięta faktem że Kościół żyje, że jest taki młody, radosny i pełen energii. Całe miasto tętni życiem, huczy śpiewem i promienie bożą łaską. Wprost czuję, jak to pełne ducha powietrze przemienia mnie. Moja pustynia, na której znajdowałam się, dzięki tym młodym świadkom Chrystusa przemienia się w żyzną oazę.

Oprócz centralnych wydarzeń, w których z racji posługi nie mogę uczestniczyć na żywo, miałam możliwość być na kilku koncertach w ramach Festiwalu Młodych. Całą sobą w tym czasie staram się chwalić Pana. Nogi rwą się do tańca, mam ochotę śpiewać na cały głos. To niesamowite, jak wszechobecna radość udziela mi się.

Wczoraj jednak moja szczęśliwość weszła na absolutnie najwyższy poziom. Udało mi się zobaczyć kochanego Papieża z nie więcej niż dwóch metrów! Miałyśmy iść z siostrą na jeden z koncertów, jednak przypadkiem trafiłyśmy na trasę przejazdu Ojca Świętego. Czekałyśmy dwie godziny, ale dzięki temu byłyśmy w pierwszym rzędzie, także kiedy Franciszek przejeżdżał swoim autem doskonale go widziałyśmy. Z radości krzyczałam tak głośno jak mogłam, czułam jakbym odrywała się od ziemi. Jak tylko przejechałam popędziłyśmy na skróty aby raz jeszcze go zobaczyć. I udało się.

Naprawdę, w Krakowie jest cudownie, i samo bycie tu może być świetnym sposobem na odnowę swojej wiary. Współczuję wszystkim ludziom, którzy w obawie przed tłumem, niedogodnościami czy zamachem wyjechali z Krakowa. Stracili oni szansę na przeżycie czegoś niewiarygodnego, na zapalenie w sobie iskry miłosierdzia i zanurzenie się w boskiej energii.

Podpisuję się po tym rękami i nogami. Żadne słowa nie oddadzą tego co się działo. Kto tu ie był, nie zrozumie, jednaj musicie mi uwierzyć to był coś FAN-TA-STY-CZNE-GO !!!

Przesłanie Papieża Franciszka

Ojciec Święty ma to siebie, że świetnie się go słucha. Mówi prostym językiem, bez pompatycznego nadęcia, w bardzo bezpośredni sposób. Podczas wizyty w Krakowie powiedział mnóstwo mądrych rzeczy, przytoczę jednak fragmenty, które mnie trafiły najbardziej do ❤

Podczas Homilii w czasie Mszy Posłania w Brzegach Ojciec Święty mówił

Kiedy w życiu zdarza nam się, że mierzymy nisko zamiast wysoko, może nam pomóc ta wspaniała prawda: Bóg jest wierny w miłości względem nas, a nawet nieustępliwy. Pomoże nam myśl, że kocha nas bardziej, niż my kochamy samych siebie, że wierzy w nas bardziej, niż my wierzymy w siebie, że zawsze nam „kibicuje” jako najbardziej niezłomny z fanów. Zawsze czeka na nas z nadzieją, nawet gdy zamykamy się w naszych smutkach, ciągle rozpamiętując doznane krzywdy i przeszłość. Ale przywiązywanie się do smutku nie jest godne naszej postury duchowej! Jest to w rzeczywistości jakiś wirus, który zaraża i blokuje wszystko, który zamyka wszelkie drzwi, który uniemożliwia rozpoczęcie życia na nowo, ponowny start. Bóg jest jednak nieustępliwy w nadziei: zawsze wierzy, że możemy się podnieść i nie poddaje się, widząc nas przygaszonych i bez radości. Robi się smutno, kiedy patrzymy na młodego człowieka w którym nie ma radości. Jesteśmy bowiem zawsze Jego umiłowanymi dziećmi. Pamiętajmy o tym na początku każdego dnia. Warto, abyśmy co rana mówili w modlitwie: „Panie, dziękuję Ci, że mnie kochasz; spraw bym zakochał się w moim życiu!”. Nie w moich wadach, które muszą być poprawione, ale w życiu, które jest wielkim darem: jest ono czasem, aby kochać.

W podobnym tonie, zachęcając do działania przemawiał Franciszek podczas czuwania na Campu Misericordiae

Kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność. To jest cena. Jest wiele osób, którzy nie chcą, żeby młodzi byli wolni. Przeciwnie. Chcą, żeby byli otumanieni, ogłupiali. Właśnie tutaj mamy do czynienia z wielkim paraliżem, kiedy zaczynamy myśleć, że szczęście jest synonimem wygody, że być szczęśliwym to iść przez życie w uśpieniu albo narkotycznym odurzeniu, że jedynym sposobem, aby być szczęśliwym jest trwanie jakby w otępieniu. To pewne, że narkotyki szkodzą, ale jest wiele innych narkotyków społecznie akceptowanych, które w ostateczności czynią nas bardzo, a przynajmniej bardziej zniewolonymi. Jedne i drugie ogałacają nas z naszego największego dobra: z wolności.Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia.

Szczególnie podobało mi się słowo skierowane do Małżeństw i Narzeczonych wygłoszone z Okna Papieskiego – zgadnijcie dlaczego 🙂

Oto są ludzie, którzy mają ogromna odwagę. – Dlatego że dzisiaj nie jest łatwo stworzyć rodzinę. Nie jest łatwo całe swoje życie oddać drugiemu, żeby związać się na całe życie trzeba mieć odwagę i dlatego wam gratuluję, bo jesteście ludźmi odważnymi

Dalej Papież mówił o trzech słowach, które pomagają dobrze przeżyć życie rodzinne: pozwól, dziękuję i przebacz.

Prośba o przyzwolenie polega na tym, aby zawsze pytać współmałżonka, co myśli o moim zdaniu i danej sytuacji. Małżonkowie wielokrotnie powinni sobie nawzajem dziękować, gdyż małżeństwo jest tym sakramentem, który sobie nawzajem ofiarowują Świadomość małżeństwa sakramentalnego będzie mogła być utrzymana dzięki temu słowu «dziękuję»

Ojciec Święty mówił też że  prośba o przebaczenie jest najtrudniejszą z wymienionych. jednak jako że w małżeństwie nie da się uniknąć popełniania błędów, trzeba jednak umieć je uznać, przyznać się i prosić o przebaczenie.

Na koniec Papież prosił:

Proszę, nigdy nie kończcie dnia bez prośby o zgodę. Pamiętajcie, że zimna wojna na następny dzień jest bardzo niebezpieczna. Aby się pojednać nie trzeba wielkich dyskursów, wystarczy jeden gest.

Nie mniej ważnych słów padło podczas wspaniałego spotkania z wolontariuszami, w którym uczestniczyłam. Z wypowiedzi emanuje swobodny styl, bowiem całe przemówienie było formą rozmowy z nami, wolontariuszami.

Jesteście nadzieją przyszłości. To prawda, ale pod dwoma warunkami.
Pierwszym warunkiem jest pamiętać; pytanie: skąd pochodzę. Pamięć o moim narodzie, pamięć o mojej rodzinie, pamięć o całej mojej historii. Młody człowiek pozbawiony pamięci nie jest nadzieją przyszłości. Prawda?  „Ojcze, a co robić, żeby pamiętać?”
Rozmawiaj z rodzicami, z osobami starszymi, ale zwłaszcza rozmawiaj z dziadkami. Jasne?
Zatem, jeśli chcesz być nadzieją przyszłości musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci. Czy obiecujecie, że przygotowując się do Dni w Panamie będziecie częściej rozmawiać ze swoimi dziadkami? Jeśli zaś dziadkowie są już niebie, czy będziecie rozmawiać z osobami starszymi? Będziecie zadawać im pytania? Pytajcie ich, bo oni są mądrością narodu. Tak więc, pierwszy warunek, żeby być nadzieją, to pamiętać.
Wy jesteście nadzieję przyszłości, tak powiedział do Was Biskup.
Drugi warunek. Skoro jestem nadzieją przyszłości i pamiętam o przeszłości, to zostaje teraźniejszość. Jaki mam być w teraźniejszości? Masz być odważny, śmiały, nie przestraszyć się. Zatem, w teraźniejszości: odwaga i śmiałość. Jasne?

Myślę, że słowa Papieża Franciszka wyznaczą drogę, którą mam podążać, aby nie zgasła we mnie iskra, która zapłonęła poprzez uczestnictwo w ŚDM.

ŚDM i co dalej?

Wszystko się kiedyś kończy, i mimo żalu że Dni już się skończyły, nie można stawać w miejscu. To co zostało powiedziane, to co się działo zostawiło zadanie domowe. Pracę do odrobienia i życie do przeżycia. Więcej świadomości że każdy dzień jest nam dany i zadany. Miłosierdzie które się zapaliło powinno trwać, a ja umocniona silnym duchowym przeżyciem chciałabym się przemieniać i być świadectwem dla innych. Mam głowę pełną pomysłów, wielki zapał i chęć działania. Mam nadzieję że to prędko nie ustanie.

Bardzo podobało mi się przemówienie, które wygłosił podczas spotkania dla Wolontariuszy ks. Wojciech Węgrzyniak. Przygotowane przez  niego 10 wskazówek jak przeżyć po ŚDM pozwolę sobie przytoczyć w całości:

1. Podziękuj Panu Bogu, że przeżyłeś i nie straciłeś wiary: za każdą osobę i za każde dobro, które zrobiłeś.

2. Zrób dla siebie coś dobrego: robiłeś bardzo wiele dla innych, teraz pomyśl o sobie. Kup sobie coś, wyjedź na wakacje, zjedz coś dobrego.

3. Kiedy wrócisz już do domu i się wyśpisz, przeczytaj na spokojnie to, co powiedział papież, bo powiedział bardzo wiele niesamowitych słów, ale ze względu na pracę pewnie nie miałeś czasu ich posłuchać.

4. Mów w domu, znajomym o tym, co było dobre: w czasie ŚDM było bardzo dużo zła, ale dobra było więcej, Boga było więcej. Spróbuj skoncentrować się na tym, co było dobre w tym czasie.

5. Znajdź chociaż jeden dzień na milczenie: idź do lasu albo zostań w domu, w ciszy: tutaj było dużo zgiełku, hałasu, pracy. Znajdź sam siebie w ciszy.

6. Wybierz formę modlitwy, której będziesz wierny. Wybierz taki rodzaj modlitwy, który pomoże ci być bliżej Pana. Bądź wierny Panu na modlitwie.

7. Wybierz sobie jeden uczynek co do ciała i do duszy i staraj się go pełnić przynajmniej do następnych Światowych Dni Młodzieży Wybierz sobie jeden uczynek i powiedz: to będzie moje miłosierdzie na następne lata.

8. Bądź wolontariuszem codziennie, postaraj się zrobić chociaż jeden dobry uczynek każdego dnia – nie musi to być rzecz wielka, może być mała, mała rzecz dla drugiego człowieka.

9. Kościół jest wspólnotą, nie jesteś sam. Doświadczyłeś Kościoła ludzi młodych. Jeśli masz wspólnotę, trwaj we wspólnocie, jeśli nie masz, poszukaj jej. Nie zrywaj więzi, które może się tu zrodziły, staraj się być blisko ludzi, którzy myślą, czują i kochają tak jak ty.

10. Najpiękniejsze jest dopiero przed tobą. Uwierz w to, że imieniem twojej przyszłości jest nadzieja. Twoja przyszłość nie jest skazana na to, żeby była bez nadziei, taka, jakby nie było ŚDM. Twoja przyszłość jest lepsza.

W myśl tych zasad będę dalej porządkować moje życie. Przeżyłam wspaniały czas. Doświadczyłam niesamowitego Miłosierdzia Bożego, w drugim człowieku, Eucharystii, atmosferze. Jestem ogromnie wdzięczna i mam nowy cel.

Jestem Klara. Chcę być miłosierna.

Reklamy

1050 lat mocy + zaproszenie

Wiecie że obchodzimy w tym roku okrągłe urodziny. Mniej więcej tydzień temu upłynęło 1050 lat istnienia Państwa Polskiego, które rozpoczęło swoją „działalność”,kiedy to książę Mieszko I zdecydował się przyjąć chrzest w wierze katolickiej.

Wydarzenie to zadecydowało o całej naszej historii, a jego konsekwencje doprowadziły nas do miejsca w którym dziś się znajdujemy.

Śmiem twierdzić, że wiara oraz Kościół odegrały niesamowicie ważną rolę, w Polskich dziejach, i gdyby nie one, prawdopodobnie nie cieszylibyśmy się dzisiaj wolnym Państwem.

Nie da się zaprzeczyć, że mimo burz, wojen, niewoli, zaborów i ogromu nieszczęść Polska koniec, końców wychodziła obronną ręką, a tym co pozwalało jej „trzymać się razem” i dodawało siły do walki była właśnie wiara.

Stąd też, obchody rocznicy Chrztu Polski skierowały moje myśli, w stronę znaczenia wiary w życiu człowieka – Polaka.

Choć statystycznie, Polska jej katolicką plamą na mapie Europy, mam wrażanie, że coraz mniej osób stara się żyć zgodnie z zasadami Dekalogu. Nie dzieje się najlepiej, i dziś, przyznanie się do Jezusa nie jest sprawą łatwą, a tym bardziej popularną.

Myślę, że ta okrągła rocznica to dokonała okazja aby zastanowić się nad miejscem Kościoła w moim życiu. Przez pryzmat historycznych wydarzeń odświeżyć swoją wiarę.

I żyć. Bardziej. Mocnej. Pełniej. Chciałabym tak żyć, aby było widać Kto jest najważniejszy w moim życiu. Pokazywać wiarę żywą i radosną, w codzienności, trudzie i pracy. W postaci łatwo przyswajalnej, i takiej że aż chce się ją naśladować.

Świadectwo życia wiarą w codzienności, jest dziś podstawowym zadaniem każdego katolika, które w gruncie rzeczy można potraktować, jako spłacenie długu wdzięczności tym, których wiara, oddanie i poświęcenie doprowadziły nas do „tu i teraz”.

Jednocześnie, tak wspaniale się składa, że w te wakacje będzie mieli doskonałą okazję aby publicznie wyznać naszą wiarę.

Na nasze kościelne urodziny przybędzie sam kochany Ojciec Święty Franciszek, a w ślad za nim tłumy radosnych, młodych katolików, którzy, mam nadzieję tchną trochę świeżości w naszą Polską, trochę zastaną pobożność.

Te dni, choć pewnie logistycznie będą dla niektórych uciążliwie, są dobrą okazją aby pokazać w Kogo się wierzy. Jest cała masa możliwości pomocy, od udzielenia mieszkania pielgrzymom, poprzez wolontariat, na samym byciu kończąc.

Co do wolontariatu, to bardzo polecam się zapisać. Nie dość że robi się coś dobrego i pożytecznego, dając świadectwo, to jeszcze można się sporo nauczyć i zdobyć cenne doświadczenie. Zapisać się można do końca kwietnia TU, także nie czekajcie, bo warto 🙂

Ogromne znaczenie ma także samo BYCIE w Krakowie w tym czasie. Nieustannie słyszę zewsząd, że ludzie wyjeżdżają na ten czas, bo boją się tłumów i niewygody. Myślę, że jest bardzo ważne abyśmy zostali. Chłonęli atmosferę, służyli pomocą, robili swoje. Pokazali po której stronie jesteśmy, i że nie lękamy się. Możliwe że będzie chwilami trudno, ale duch rozmodlonej młodzieży unoszący się nad całym miastem na pewno Wam tę niedogodność wynagrodzi.

Przyjedźcie z innych miast. Zostańcie w Krakowie. Bądźcie. Cieszmy się razem 🙂

O dzielnej niewieście

Biblijny poemat o Dzielnej Niewieście jest jedną z najwspanialszych afirmacją kobiecości z jakimi się spotkałam.

Być kobietą – wyzwanie bardzo ambitne. Nie wiem jak mam wzrastać skoro sama siebie często nie rozumiem. Nie bez powodu mówi się „kobieta, boska tajemnica”. Tym właśnie jestem. Tajemnicą.

Nie da się powiedzieć: kobieta jest „taka i taka”. Każda musi rozwinąć swoją kobiecość, rozważając ją w swoim sercu. Jest jednak kilka uniwersalnych cech, które są moim ideałem i maksymalnym potwierdzeniem mojej kobiecości

1) Delikatność – co nie znaczy słabość. Kobiety są bardzo silne, bardziej odporne na ból i bardziej wytrzymałe. Chodzi mi jednak o delikatność duchową, o to żeby umieć się komuś poddać i żeby dać się sobą zaopiekować. Wchodzi w to także delikatność w stosunku do innych ludzi, bycie osobą, której chce się zwierzyć, i której nie trzeba się bać.

2) Męstwo – Nie jest łatwo być kobietą. Życie w zgodzie ze swoimi ideałami wymaga wiele odwagi. Jeszcze trudniejsze jest wzięcie odpowiedzialności za życie które może się w nas narodzić.

3) Pracowitość – pracowitość kobiety ciągnie dom do przodu, wiem że teraz partnerstwo jest bardzo w modzie, ja jednak, jako kobieta, czuję bardzo silną potrzebę służenia mojej rodzinie. Właśnie w tym praniu, sprzątaniu i gotowaniu widzę moją drogę do świętości.

The Best of NT

Chciałabym się z Wami podzielić moimi absolutnie ulubionymi kawałkami z Nowego Testamentu, które dają mi siłę, podtrzymują wiarę i niosą nadzieję. Mam nadzieję że każdy znajdzie coś co go zainspiruje 🙂

#1 „Proście, a będzie Wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą Wam […] Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre tym, którzy do proszą” (Mt 7, 7;11)

#2 „Nie sądźcie, a nie będzie sądzeni, nie potępiajcie a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone, dawajcie, a będzie wam dane[…] odmierzą Wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (Łk 6, 37-38)

#3 ” Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa Moje w was, to proście o cokolwiek chcecie, to wam się spełni” (J 15,7)

#4 (1 Kor 13) –> chyba nie muszę wyjaśniać

#5 „wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości (1 Kor 16,14)

#6 „owocem zaś Ducha (Świętego) jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Dla tak postępujących nie ma Prawa” (Gal 5, 22)

#7 „wszytko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13)

#8 ” A Bóg mój według Swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę ” (Flp 4, 19)

#9 ” Za pełną radość poczytujcie sobie (…) ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to co wystawia waszą wiarę na próbę rodzi wytrwałość, wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutu, w niczym nie wykazując braków. Jeżeli zaś komuś brakuje mądrości niech prosi o nią Boga, który daje chętnie wszystkim i nie wymawiając; a na pewną ją otrzyma” (Jk 1, 2-5)

#10 „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1J 1,9)

#11 „Ufność którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu że On wysłuchuje wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą, a jeżeli wiemy  że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego o co Go prosimy” (1J 5, 14-15)

Oczywiście w NT znalazłam o wiele wiele więcej mądrości i kawałków które uradowały mnie i podniosły na Duchu, ale te były dla mnie w pewnie sposób szczególnie ważne i zwróciły moją uwagę. Moim absolutnym hitem jest #6. Jestem szczęśliwa że przeczytałam Nowy Testament. Wierzę tym słowom więc nie muszę się niczego obawiać.

NJŻ #2 – Życie duchowe

Bez obchodzenia bokiem i udawania że jest w porządku. Bez okłamywania siebie, że przecież robię wystarczająco dużo. Bez usprawiedliwień i wytłumaczeń trzeba powiedzieć czarno na białym że moje życie duchowe jest do kitu.

Wybaczcie to osobiste wynurzenie, ale chciałabym zaznaczyć że ten wpis jest przede wszystkim dla mnie. Dla Klary która szukała, czytała, myślała pytała a teraz spróbuje wszystko spisać. Litera po literze. A Wy częstujcie się i podzielcie się koniecznie jeżeli macie jakieś sprawdzone sposoby na rozwój sfery ducha.

Na początek chciałabym zaznaczyć co uważam za sferę ducha, albowiem można to rozumieć wieloznacznie a ja nie chciałabym żadnych niedomówień.

Dla mnie życie duchowe to relacja człowieka z Bogiem Ojcem, Synem Bożym i Duchem Świętym. Moja dusza ma być sferą kontaktu z Boską Osobą i jednoznacznie życie duchowe oznacza dla mnie religijność rozumianą w szerokim kontekście relacji z Bogiem.

Bo znów, niedzielna Msza Święta i pacierz wieczorem, choć chwalebne nie oznaczają dla mnie udanego życia duchowego. Bardziej chciałabym pójść w kierunku nieustannego pozostawania z Bogiem w kontakcie, chciałabym aby ta relacja nie ograniczała się jedynie do modlitwy (choć jest kluczowa) i Eucharystii (która jest ponad wszystko), lecz aby Bóg był obecny w moim życiu na co dzień, aby zaglądał w każdy mój projekt, aby był bezsprzecznym fundamentem i aby moje życie było naprawdę „nowe w Jezusie Chrystusie”.

Wszystko to razem brzmi strasznie patetycznie i górnolotnie, i do tej pory ta wspaniała teoria nie miała okazji przeobrazić się w praktykę. Tak więc od tej pory tylko konkret.

Na początek zimny prysznic.

  • Jezus umarł za Ciebie na krzyżu, wycierpiał niesłychane męki (spróbuj w całej siły wbić sobie gwoździa w rękę) a Ty masz to kompletnie w nosie. Autentyczna prawda jest taka, że Jego śmierć naprawdę oczyszcza nasze grzechy, pozwala nam dostać się do Nieba mimo całego dziadostwa jakie zostawiamy na Ziemi. Więc może tak warto zrobić użytek z tej niesamowitej ofiary
  • Więc skoro jest Jezus a zarazem Bóg, który skrajnie Cię kocha (chyba tylko matki mogą zrozumieć to poświęcenie – wysyłasz swoje umiłowane dziecko, słodziutkiego niemowlaczka w środku zimy żeby mieszkał w stajni, a później pozwalasz aby umarło w mękach) umarł za TWOJE GRZECHY to może by tak przestać nieustannie dobijać kolejne gwoździe?
  • Poza tym Bóg dał Ci każdą sekundę, to że wciąż żyjesz to tylko Jego zasługa. Jedno pstryknięcie Boskiego palca i Ciebie nie ma. Więc jak możesz nie mieć czasu dla Niego. Cały Twój czas pochodzi od Niego!!! Mała analogia – wyobraź sobie że ktoś kogo kochasz codziennie po obiedzie daje Ci 1440 pyszne ciasteczka – chyba podzieliłbyś się z nim choćby piętnastoma. Ogarnij się i daj Bogu ciasteczka które mu się należą.

Teraz obietnica

  • Zaufanie Bogu i oddanie mu swoich problemów automatycznie znaczenie polepsza jakość życia. Skoro prosisz i pomoc kogoś Najmądrzejszego który DOKŁADNIE WIE CO SIĘ WYDARZY naprawdę możesz odetchnąć z ulgą
  • Podczas modlitwy możesz uporządkować pewne sprawy, zrozumieć, wyciszyć się i zajrzeć w głąb siebie. Od Boga mogą pochodzić porady i pocieszenia a trwanie w „duchowym stanie flow” sprawia że można się zrelaksować i skupić na spokojnym życiu otwierając się na sygnały które Bóg nieustannie Ci przesyła
  • Ludzie mają tendencję do przejmowania się życiem (wiem bo sama jestem w tym niekwestionowanym mistrzem Świata), tymczasem można spokojnie odetchnąć i oddać stery Panu Bogu. To znacznie ułatwia sprawę. Proszę mnie opacznie nie zrozumieć. Nie chodzi mi o to żeby siąść na krześle, przestać robić cokolwiek i oddać się Bogu licząc na cuda. Trzeba nadal robić to co dawniej, tyle że można pozbyć się tego balastu myśli „co będzie, jak się uda, co ja zrobię…”, skoro pozwoliłeś Bogu się kierować możesz być pewien że wszystko co dzieje się w Twoim życiu koniec końców MA NA CELU JEDYNIE TWOJE DOBRO

A teraz konkret, czyli jak się modlić kiedy nie wiesz jak. Sposobów jest nieskończenie wiele, ale do mnie najbardziej przemawiają następujące

  • Pójść na dodatkową Mszę Świętą w tygodniu, pofatygować się w odwiedziny do Domu Bożego i zaczerpnąć trochę łaski
  • Można też pójść na adorację i popalać się w blasku Najświętszego Sakramentu (podoba mi się ta analogia, jak się opalasz to w sumie nie widać jak to się dzieje, ale kończysz ciemniejszy, tak samo z Adoracją, niby nic, ale jednak wychodzi się „opalonym” łaską

Na poranną modlitwę moimi faworytami są

  • Chrześcijańska medytacja kiedy to otwierasz się na Boga, powtarzając jak mantrę MARANA-THA czyli [przyjdź Panie], kiedy nie wiesz co powiedzieć uspokój się i wołaj przyjdź Panie
  • Brewiarz – rytmiczne psalmy uspokajają i dobrze wprowadzają w dzień
  • Kiedy jesteś już niezły w medytacji i potrafisz utrzymać skupienie (ja wciąż nie) można sięgnąć po Ćwiczenia Duchowe, lub Kwadrans Uważności wydane przez Jezuitów. Są one doskonałym sposobem na rozwój duchowy oraz poznanie swojego wnętrza i lepsze otwarcie się na Boga
  • Przeczytanie jednego rozdziału z książki „O naśladowaniu Chrystusa” – jest to chyba zapomniana wspaniała książka, która jest drugą najbardziej popularną książką religijną po Biblii – warto codziennie przeczytać krótki kawałek i zastosować to w swoim życiu

Z kolei na wieczór polecam

  • Przeczytanie kawałka Pisma Świętego i zastanowienie się nad nim
  • Wspólną modlitwę z bliskimi
  • Różaniec – przez Matkę do Boga
  • Oraz koniecznie rachunek sumienia i przemyślenie mijającego dnia pod kątem Bożym

W ciągu dnia warto także zwrócić swoje myśli do Boga

  • Podziękować mu za coś miłego
  • Poprosić o wsparcie np. w kolokwium czy trudnej rozmowie
  • Poprosić aby do Ciebie przemówił
  • Czy też po prostu poprosić aby był blisko
  • Kiedy nie wiesz co zrobić zastanów się czego może chcieć Bóg
  • A kiedy nachodzi Cię pokusa aby zrobić coś złego pomyśleć że Bóg Cie widzi i jest mu nieskończenie przykro kiedy coś złego robisz
  • Kiedy jednak zrobić coś złego natychmiast przeproś i poproś o wybaczenie

Dodatkowo

  • Warto regularnie chodzić do spowiedzi. Łaska uświęcająca jest jak kaftan bezpieczeństwa, który chroni przed zakusami szatana który staje na głowie żeby nas zwieść na manowce
  • Nie zapominajmy o Aniołach Stróżach, którzy nieustannie chodzą koło nas i pilnują, warto podziękować osobistym ochroniarzom, przeprosić gdy przez nierozsądek sprawiamy kłopoty i prosić o pomoc i poradę. To specjalny wysłannik od Boga który Cię kocha i jest TWOIM PRYWATNYM OPIEKUNEM. Jest to prezent od Boga dla Ciebie i przez Anioła Stróża można też załatwiać pewne sprawy. To wielka tajemnica ale jednocześnie coś fantastycznego. Każdy z nas ma swojego Anioła który jest przy nas w każdym momencie więc można sobie wyrobić nawyk myślenia w ten sposób i może to być sposób na walkę ze złymi skłonnościami „nie no nie będę robił obciachu mojemu kochanemu Aniołowi”
  • Pozostaje jeszcze kwestia pośredników, którzy są specjalistami w różnych dziedzinach. Myślę że napiszę coś więcej na ten temat, ale jednocześnie warto samemu poszukać ulubionych świętych i prosić ich o pomoc

Wszystkie te porady nic nie będą warte jeżeli się nie zadziała. Tak więc w tym tygodniu spróbujmy coś więcej zrobić w temacie życia duchowego i podejmijmy wysiłek żeby się w tej kwestii ogarnąć. Mówię to przede wszystkim do siebie.

Niezwykły przyjaciel

Muszę przyznać ze wstydem że zupełnie o Nim zapomniałam. I nagle z całą intensywnością dotarło do mnie jakiego mam świetnego przyjaciela.

I kogo chodzi? Oczywiście o Anioła Stróża. Jakoś nie poświęcałam mu szczególnej uwagi. Wspominałam owszem w pacierzu, ale nie podchodziłam do tej relacji świadomie. A szkoda.

Przecież to absolutnie niesamowite: prywatny ochroniarz z nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Wspaniały obrońca który zna mnie lepiej niż ja sama. Śledzi każdy mój krok, każde zadanie a jego JEDYNĄ misją jest chronienie MNIE. Zawsze wychodzi obronnym skrzydłem ze wszystkich tarapatów i pilnuje żeby nic mi się złego nie stało. Po prostu coś wspaniałego.

Od dziś moja przyjaźń z Prywatnym Aniołem będzie rozkwitać. Muszę częściej mu dziękować za to, że mnie pilnuje (choć ma ciężko) i także jawnie go prosić o różne przysługi. W końcu ten Anioł to prezent od Pana Boga dla mnie. Wysłannik specjalny z boskiego ramienia ds. chronienia niezwykłej kobiety.

Myślę że warto docenić to na co dzień 🙂

„Spróbuj choć raz…”

Świat zalewa antychrześcijańska fala hejtu. Oskarżenia o zacofanie i nietolerancyjność to właściwie codzienność. A i sami chrześcijanie często sami są sobie winni, bo pozwalają mieszać się z błotem i oczerniać na okrągło.

Chciałam zachęcić wszystkich którzy nie są przekonani do życia zgodnie z chrześcijańskimi zasadami do przeprowadzenia małego eksperymentu.

Spróbuj choć raz żyć jak porządny chrześcijanin.

Proponuję aby przez pół roku żyć 100% wg zasad dekalogu. Niech życiu nadają kierunek Miłosierdzie i Boże Słowo. Poświęć czas żeby usłyszeć co Pan do Ciebie mówi, dbaj o siebie, wyrzekaj się używek, kłamstwa, grzechu, i wszystkiego co prowadzi do zła. Zadbaj o regularne przyjmowanie Sakramentów. Ze szczerego serca wołaj do Boga i proś aby Cię poprowadził. A Twoje relacje z innymi ludźmi niech oznacza tylko jedno słowo „miłosierdzie”. Za św. Augustynem powtórzę: „Kochaj i rób co chcesz”. A potem wróć do swojego zwykłego życia. Do pośpiechu, kłótni, alkoholu i nieczystości, kłamstwa, krętactwa i chęci zemsty. I zobacz co się bardziej opłaca, i kiedy czujesz się lepiej.

Abstrahując od dywagacji czy Kościół jest dobry czy zły, po prostu wybierz życie zgodne z nauką Jezusa, a zobaczysz jak Twoje ścieżki się prostują a w Twoje życie wkracza ład i harmonia.

Może alkohol, seks i zabawa, to to co ludzi dziś pociąga, ale chcę Wam powiedzieć że życie z Jezusem naprawdę się opłaca. To gwarantuje spokój i radość każdego dnia. Nic tego nie zastąpi, a ja na nic tego nie zamienię. Spróbuj choć raz i daj się wciągnąć.