Krótka historia o tym jak zostałam żoną

W niedzielę zostałam żoną, spełniło się moje największe marzenie. A było to tak…

Wstałam o 5.40. Zabrałam się za szykowanie. Sama moja osoba nie pochłaniała zbyt wiele mojej uwagi, ponieważ umyte włosy skręcają się samoistnie, a nałożenie podkładu – zadanie łatwe – miało być powierzone mojej siostrze, która ma lepsze doświadczenie.

Nie mniej jednak zapakowanie wszystkiego na podróż poślubną oraz niezapomnienie ślubno-weselnych gadżetów zajęło nam dość sporo czasu, toteż u moich Rodziców zjawiliśmy się z godzinnym opóźnieniem. Nie zasmuciło nas to ani trochę 🙂

Dalsze przygotowania rozpoczęliśmy od śniadania, a następnie bezzwłocznie przystąpiłam do szykowania ślubnego wianka z gipsówki. Po chwili przyjechali Rodzice mojego Ukochanego, aby nas pobłogosławić. Szybko ubrałam się w niebieski komplet, bardziej reprezentacyjny niż dres do kwiatów i poszłam do pokoju gdzie wszyscy już się zgromadzili. Całość nie trwała na szczęście dłużej jak 5 min, lecz było miło i wzruszająco. Rodzice odmówili nad nami staropolską modlitwę i zaznaczyli krzyżyk na czole, a także pokropili wodą święconą.

Po odjeździe przyszłych Teściów skończyłam wianek, siostra wyrównała koloryt mojej skóry i wyruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy we czworo, ja za kierownicą (bo lubię), obok Ukochany a z tyłu moje dwie siostry druhny. Półtoragodzinna droga upłynęła nam na ćwiczeniu pieśni na Mszę Świętą i śpiewaniu innych religijnych piosenek.

Dotarliśmy na miejsce, do zajazdu gdzie miał się odbyć nasz śluby obiad. Tam dokończyliśmy przygotowania, i przebraliśmy się w ślubne stroje. Tata zawiózł nas do kościoła.

DSC_2725

Kiedy wracał po resztę rodziny przydarzyła mu się zabawna historia. Poprzedniego dnia, mama poprosiła abym zrobiła maleńką dekorację na samochód, zgodziłam się, choć w sumie wolałam tego nie robić, aby nikomu nie przyszło do głowy zastawiać na nas bramę. Jednak maleńki kwiatuszek zrobił swoje i mojemu Tacie na drogę wyszedł wstawiony zbójnik z siekierą. Nie uznajemy rozdawania alkoholu i nie mieliśmy nic na ten cel, jednak tata aby uniknąć kłopotów chciał dać panu trochę pieniędzy. Pan zbójnik stwierdził że nic mu z kasy  i postanowił nie ruszać się z drogi. Po chwili tata stwierdził że nie chce spóźnić się na ślub i ostrożnie ominął pana drugą stroną drogi, z czego ten nie był zbyt zadowolony 🙂 Po tym incydencie Tata wyrzucił nieszczęsny kwiatuszek i potem poruszaliśmy się incognito.

Pod kościołem witaliśmy znajomych, podpisywaliśmy dokumenty i ogarnialiśmy ostatnie sprawy organizacyjne. Do ostatniej chwili nie czułam zupełnie że to mój ślub.

Nadszedł moment rozpoczęcia ceremonii, poczułam coś w końcu, serce mocno mi biło. Wchodzimy z Tatą do kościoła, organista gra, ludzie wstają, w oddali widzę Ukochanego. Tata oddaje mnie Programiście, uściskają sobie dłonie. Msza się zaczyna.

Msza Święta była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Liturgia słowa obstawiona przez najbliższych, zaprzyjaźniony ksiądz i krótkie, trafione kazanie. Najważniejszy moment życia, zgodnie i głośno trzykrotnie odpowiadamy „chcemy”. Nasz los na zawsze ze sobą związany. Potem przysięga, mówiona z pamięci, ze wzruszeniem. I nałożone obrączki. I to już. Pięć ostatnich lat dążyło do tego momentu kulminacyjnego. A teraz będzie już tylko lepiej. Ludzie biją brawo, rzucam się Ukochanemu na szyję.

DSC_2630

Reszta mszy upłynęła mi jak we śnie. Na koniec wygłaszamy z Mężem przemowy z podziękowaniami dla Rodziców i rodziny. Głosy nam się łamią, sporo ludzi płacze, znów klaszczą. Potem błogosławieństwo, chwila modlitwy.

Marsz Mendelsona i wychodzimy.Nowo poślubieni. Szczęśliwi.

Moje koleżanki nie zapomniały o mojej prośbie i obsypały nas płatkami róż, monety też się posypały, i dobrze, ryż mnie jakoś nie przekonuje 🙂

Postanowiłam od razu rzucić bukiet. Zgromadziłam wszystkie panny przed kościołem, stanęłam w drzwiach, zamachnęłam się i walnęłam w górną framugę drzwi 🙂 Ludzie w śmiech. Jak to podsumował mój Mąż, to była kwintesencja bycia Klarą. Druga próba i bukiet poszybował prosto w ręce mojej Siostry 🙂

DSC_2651

Potem zdjęcia pod kościołem, życzenia i obiad.

Wszystko udało się cudownie, nic bym nie zmieniła. Pogoda wymarzona, choć od rana prognoza mówiła że będzie lać całe popołudnie, było pięknie. Zaczęło padać jak jedliśmy obiad, za to spełniło się moje marzenie i mieliśmy tęczę w dniu ślubu. Wspaniały znak. Obiad był pyszny, goście dopisali, liturgia przepiękna. Nic bym nie zmieniła. Opłacił się spokój i luz w planowaniu, pomoc z góry była wyraźnie widoczna.

Teraz byczymy się na miesiącu miod0wym. Młodzi Małżonkowie. Pełnia szczęścia.

Chciałabym powiedzieć że to był najpiękniejszy dzień mojego życia, ale wierzę że małżeńskie dni będą jeszcze piękniejsze. Powiem tylko że było wspaniale, i policzki mi ścierpły od uśmiechu. Nasza radość była wyczuwalna i udzieliła się gościom. To był przecudny dzień, początek wspaniałej wspólnej drogi. Jestem Żoną, to widać, słychać i czuć 🙂

DSC_2689

Reklamy

10 thoughts on “Krótka historia o tym jak zostałam żoną

  1. Droga Klaro! Życzę Wam samych wspaniałości z okazji ślubu, żeby to rzeczywiście nie był najpiękniejszy dzień w Waszym życiu ;), żeby Wasza miłość też nie pozostała taka jak w dniu ślubu i żebyście prawdziwie żyli w obfitości według Bożego planu 🙂
    PS naprawdę pięknie wyglądałaś 🙂

    Polubienie

    1. nie 🙂 Moja Mama kupiła mi drugą, kiedy okazało się że ślub jednak ma być w sierpniu a nie w listopadzie, tamta była cięższa i bardziej strojna, ta jest bardziej lekka i zwiewna, jeżeli masz ochotę to podeślę Ci Ali-look :)]

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s