Jak się czuję Panna Młoda 2 dni przed ślubem?

Klarownie 🙂 To jasne, zważywszy na to, że dziś czcimy moją Świętą Patronkę 🙂

Tak naprawdę, to czuję się nijak. Właściwie żadnych emocji, całkowity spokój, oderwanie od rzeczywistości i kontemplacja tego, co za moment będzie naszym udziałem.

Na pytania odnośnie kwiatów, ubrania, organizacji mam ochotę odpowiedzieć – obojętne.

Naprawdę. W tym momencie wszystkie zewnętrzne aspekty są mi całkowicie obojętne.

Gdyby teraz, moja Mama zadzwoniła z wiadomością że mały Bratek zniszczył moją suknię, prawdopodobnie nie przejęłabym się ani trochę. 

Zepsuł nam się samochód – dwa razy w ciągu dnia – na szczęście blisko mechanika. I nadal świeci się check engine. W sumie chciałabym żeby się nie zapalił po drodze, bo mamy z 90 km do przejechania w niedzielę na uroczystość, ale przecież jakoś zawsze dotrzemy.

Kompletnie nie przygniata mnie fakt że w sobotę muszę kupić kwiaty i upiec tort.

Bez stresu planuję wycieczkę rowerową na jutro, spotykam się z rodziną, chodzę na zakupy.

Nie smuci mnie fakt, że wyrosło mi coś wielkiego na brodzie, co po zutylizowaniu zostało bolącą raną.

Czuję się całkowicie surrealistycznie zawieszona ponad rzeczywistością. Jakby wszystkie przygotowania i sprawy doczesne działy się poza mną i bez mojej ingerencji.

Może powinno mi bardziej zależeć? Może.

Myślę, dużo myślę. Nie, nie mam wątpliwości. Wiem, że mój Programista będzie dobrym mężem. Wiem też że małżeństwo to ciężka praca i droga pod górkę. Dlatego nie mam wątpliwości, bo wiem że szczęście jest w zasięgu ręku o ile się postaramy. A starać się chcemy. Jak chodzi o związki to nic za darmo. Poza tym mamy całe życie aby uczyć się życia w miłości wzajemnej więc pławiąc się w łasce Sakramentu na pewno damy radę. 

Kiedy jeszcze nie byłam narzeczoną, tematy około ślubne były moim nałogiem i ekscytacją. Byłam Bridezillą, nie będąc narzeczoną. Od obsesji tej uzdrowił mnie pierścionek.

W momencie kiedy zostałam narzeczoną moje zainteresowanie ślubami spadało do poziomu zainteresowania ligą krykietową.

Przedziwny fenomen, raczej odwrotny niż u standardowych Panien Młodych. Znalazłam jednak wyjaśnienie tego zjawiska.

Sądzę, że moje ogromne zainteresowanie ślubami miało na celu przekazanie Ukochanemu wiadomości

„hej, ja wciąż o tym myślę, to dla mnie turbo ważne, może byś się w końcu zdecydował”

W momencie kiedy Ukochany poprosił mnie o rękę, mogłam już spać spokojnie. Chce mnie, kocha mnie, to najważniejsze. Przebieg uroczystości i szczegóły przestały mieć dla mnie w tym momencie jakiekolwiek znaczenie.

Udało nam się jednak zorganizować wszystko bezboleśnie. Czasami zdarzały mi się przebłyski organizacyjnego zainteresowania, kiedy ktoś, z rzadka miał ochotę pogadać o tych drobiazgach, aczkolwiek nie za często i nie za intensywnie.

Także podsumowując te nieskładne myśli chciałam powiedzieć że czuję się dziwnie.

Z jednej strony bardzo się cieszę na myśl o tym dniu, czuję ekscytację na myśl o wspólnej przyszłości jednak na dzień dzisiejszy nie potrafię z siebie wykrzesać entuzjazmu w stosunku do spraw organizacyjnych.

Cieszę się że wszystko jest bardzo skromne, i właściwie nic nie ma prawa się nie udać. Dzięki temu moje wielkie zaangażowanie jest zbędne i mogę ze spokojem zająć się przeżywaniem ostatnich chwil narzeczeństwa.

Na spokojnie.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s