Nie łatwo się przepoczwarzyć

Zmiany są trudne. Wszyscy to wiemy, ale wiemy także, że aby wieść szczęśliwe życie zmiana jest czasem konieczna.

Marzenie o posiadaniu szczęśliwego małżeństwa towarzyszyło mi od dawna. A ponieważ marzenia się nie spełniają same, to trzeba zadbać o ich spełnienie samemu. Na szczęście, jestem w tej grupie szczęśliwców, którzy mają świadomość że małżeństwo to lata ciężkiej pracy, kompromisów, wyrzeczeń i umierania dla drugiej osoby o czym już kiedyś pytałam.

Teoretycznie jestem gotowa na wiele wyrzeczeń, i od początku naszego związku wkładałam z niego wiele pracy i wysiłku oraz w imię miłości uwalniałam się z własnego egoizmu.

Jest jednak pewna sprawa, niesamowicie istotna, która jest, moim zdaniem całkowicie niezbędna aby szczęśliwe małżeństwo miało szansę zaistnieć.

Jest to ustawienie swojego współmałżonka na pierwszym miejscu. Pierwszy przed wszystkim innymi ludźmi na ziemi. Tylko Pan Bóg ma prawo do ważniejszego miejsca w moim sercu.

I oczywiście kocham mojego Programistę, tak mocno jak tylko potrafię, jednak nie jest mi łatwo odzwyczaić się od wpajanego przez lata przekonania że to Rodzina jest najważniejsza.

Najchętniej zadowoliłabym wszystkich, ale wiem że to nie możliwe. I bardzo, bardzo żałuję że wcześniej nie zabrałam się za proces „odrodzinniania”

Kocham moją rodzinę z całego serca, i uwielbiam spędzać z nimi czas, jednak już niebawem, nadejdzie ten moment kiedy oficjalnie, na zawsze i nieodwołalnie najważniejszą osobą w moim życiu będzie Ukochany Programista.

W czasie organizacji ślubu i wesela, nawet skromnego, okazuje się że obie pary rodziców mają bardzo wiele do powiedzenia, i to nie dlatego że płacą za wesele czy coś, ale dlatego że mają własną wizję wielkiego dnia swoich dzieci, i chcieliby żeby wszystko przebiegło pięknie, gładko i bez wtopy.

Najlepiej by było abyśmy zawsze byli razem, wobec oczekiwań naszych rodziców, ale siłą rzeczy każde często słucha co mają do powiedzenia ich właśni rodzice. I choć ich zdanie i pomoc są bardzo cenne, to jednak my mamy czasami trochę inne podejście, a ja, mając  wpojony nawyk że Rodziców się słucha zgadzałam się na ich propozycje niepewna czy jest to zgodne z wolą Drugiej Połówki.

Nie jest łatwo tak żyć aby nikogo nie urazić, śmiem twierdzić że jest to nawet nie możliwe, jednak nadchodzi ten moment, kiedy w imię szczęścia swojego małżeństwa, trzeba się czasem sprzeciwić Rodzicom i postawić na swoim.

Nie jest łatwo przejść z poziomu córka, na poziom żona, nawet jeżeli już od jakiegoś czasu jest się zawieszonym gdzieś pomiędzy.

Oczywiście nigdy nie przestaję być córką, jednak mam tu na myśli fakt, że w małżeństwie to nie Rodzice są ostateczną-wyrocznią-początkiem-wszystkiego, ale mój ukochany przyszły mąż, którego zdanie, opinia, szczęście i dobre samopoczucie stają się w dniu ślubu największym priorytetem.

I ta zmiana perspektywy wcale nie jest dla mnie łatwa.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s