Tygodnik Narzeczonej #7

Sobotni Tygodnik w poniedziałek rano… Bycie narzeczoną jest bardzo pracochłonne 😀

Ktoś patrzący z zewnątrz mógłby pewnie nie zauważyłby zmiany, która nastąpiła we mnie w momencie kiedy stałam się Narzeczoną Programisty. Ci bardziej uważni, dostrzec by mogli błyszczące oczy, pierścionek na palcu i więcej uśmiechu, ale pewnie większość ludzi tego nie zauważa.

Od strony praktycznej nie czuję się Narzeczoną -organizatorką, która każdą wolną chwilę spędza w sieci szukając i inspiracji czy sali. Jeszcze nie 😀

Obiecałam sobie, że dopóki nie zdecydujemy się ostatecznie na datę i nie zarezerwujemy kościoła, nie będę w żaden sposób zajmować swoich myśli stroną organizacyjną, a jedynie skupiać się na aspektach duchowych bycia Narzeczoną.

Jasne, są chwile, kiedy wszystko we mnie chciałoby już, już wszystkim się zając, poczuć tą przedślubną atmosferę, planowanie, wybieranie czytań, wymyślanie przekąsek na przyjęcie. Ale wtedy przypominam sobie „miłość cierpliwa jest” 😀

Postanowiliśmy, że ustalimy datę, po przerobieniu (przedyskutowaniu) książki „1000 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem”. Będziemy wtedy mieli jasny obraz tego, co należy przepracować zanim zawrze się Sakramentalny Związek, i będziemy mogli oszacować ile na to pełne przygotowanie będziemy potrzebować czasu. Po cichu cieszę się, że jest szansa, że skończymy książek w okolicy moich urodzin i wtedy data ślubu będzie moim urodzinowym prezentem 😀

Na razie jednak, cieszę się swoim stanem i przeżywam swoje przygotowania wewnątrz siebie. Bardzo dużo rozmyślam, staram się wyznaczać sobie jeden temat na tydzień i w wolnych chwilach zastanawiać się.

Oprócz przygotowań w parze, których nie da się czynić po cichu, potrzebna jest bowiem wymiana myśli, stawiam na przygotowanie samej siebie. W tym tygodniu zastanawiałam się jaką żoną chciałabym być.

Pytanie niby proste, odpowiedź jeszcze prostsza: najlepszą 🙂

Jednak głębsze zastanowienie odkryło przede mną drugie dno tego pytania. O swoich planach na żonę, pisałam w Tygodniku #4, dziś chciałabym poruszyć inną ważną kwestię.

Chciałabym, żeby bycie żoną było drugą najważniejszą rolą w moim życiu. Pierwszą jest bycie dzieckiem Bożym i dążenie do zbawienia.

Oznacza to, że macierzyństwo zawsze będzie dla mnie na drugim miejscu po byciu żoną dla mojego męża. Fakt, dzieci wymagają dużo czasu, opieki i miłości, ale postawiłam sobie za punkt honoru, aby w jakimkolwiek momencie mój mąż nie poczuł się odtrącony, czy zaniedbany z powodu potomka.

Zdaję sobie sprawę, że zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia dziecko jest całkowicie ode mnie zależne, jednak wiem też, że ten czas jest szczególny dla małżeństwa i dbałość o nie, będzie w tym okresie najwyższym priorytetem.

Nie czytam blogów tzw. parentingowych, ale często w opisie kobiety piszą matka i żona. Ja zawsze pisać będę żona i matka.

Uważam, że tak naprawdę najważniejszym elementem, który zapewnia dziecku szczęście i prawidłowy rozwój, jest dorastanie w cieniu miłości rodziców. Miłości rodziców do siebie nawzajem, a dopiero w drugiej kolejności do dziecka.

Chciałabym aby nasze dzieci (dałby Bóg aby była ich liczba mnoga) wiedziały że jesteśmy my rodzice i one dzieci. Wobec naszych potomków stać będziemy zawsze jednym murem i będziemy jedną drużyną. Nie dopuszczę do sytuacji, kiedy dziecko zbyt wychuchane, zajmie miejsce mojego męża. Będę je kochać. Będę się o nie troszczyć, cieszyć się nimi i z nimi, pokazywać im świat, bawić, uczyć i wychowywać. Zrobię wszystko żeby być dobrą mamą, ale na pierwszym miejscu zawsze będę żoną.

Reklamy

One thought on “Tygodnik Narzeczonej #7

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s