Tygodnik Narzeczonej #3

Co prawda nasz trzeci tydzień minie dopiero (już!!!) jutro, wpis pojawi się dzisiaj, dzięki mojej wolnej chwili, oraz temu, że jutro będę myślami w chałkach, mazurkach i koszyczkach 😀

Z konkretów, to podjęliśmy decyzję o kursie przedmałżeńskim, na który planujemy wybrać się TU. Jeżeli macie jakieś opinie to chętnie usłyszę 🙂 Nie chcieliśmy popularnych kursów weekendowych, tylko coś bardziej rozciągniętego w czasie, aby mieć chwilę na spokojne dyskusje. Bardzo podoba mi się nasze podejście, które zakłada dużo pracy włożonej w rozwój relacji w tym wyjątkowym czasie. Mam cichą nadzieję że uda nam się pobrać jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie chcę naciskać, czy jakoś specjalnie przyspieszać bo bycie Narzeczoną jest świetne. Ale wiecie jak to jest. Apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉

Oprócz ciężkich rozkmin jaka data na ślub jest najfajniejsza, jedynym wyznacznikiem daty jest postęp naszego przygotowania do małżeństwa. Inne sprawy nas nie zajmują. Bowiem:

Wesela nie będzie.

Wiem, że ilu ludzi, tyle opinii na temat, także w naszych rodzinach są tacy, którzy nie wyobrażają sobie jak można nie robić wesela, jednak na szczęście nasi Rodzicie przyjęli tą wiadomość bez żadnego sprzeciwu.

Nie widzę sensu przeżywania tego dnia wbrew sobie, jeżeli dla nas wesela to raczej rodzinny obowiązek niż wielka przyjemność, to czemu mielibyśmy fundować sobie taką „rozrywkę” w ten wyjątkowy dla nas dzień.

Kiedy pierwszy raz w życiu szłam świadomie (nie jako mały bobas) na wesele byłam strasznie podekscytowana. Było jedzenie, tańce i żenujące zabawy, ale wybawiłam całkiem nieźle. Na kolejnym weselu znów to samo. Więc w sumie spoko, ale bez szału. Nie na tyle fajnie, żebym chciała się w coś takiego pakować. Poza tym mam wrażenie że u wielu par wesele przyćmiewa Sakrament. A co gorsza przygotowanie wesela, spycha na dalszy plan przygotowanie do małżeństwa. Możliwe że są ludzie, może całe mnóstwo, którzy są w stanie równolegle ogarniać te płaszczyzny, ale ja do nich nie należę.

Wole skupić się na wymiarze duchowym całego dnia, i jego kochanych konsekwencji.

Jest jeszcze jedna, drobna sprawa która mnie strasznie złości. Odczułam coś takiego że wesele jest związane z dużymi kosztami, i potem goście którzy idą na to wesele mają parcie na to, żeby dać tyle kasy żeby się zwróciło. Przekręca mnie w środku jak widzę na zaproszeniach te wierszyki, które niosą przesłanie żeby podarować nowożeńcom pieniądze. Rozumiem, że ludzie wolą dostać kopertę niż piąte żelazko, ale jest dla mnie nie do pomyślenia, żeby ktoś otrzymując od nas zaproszenie pomyślał

„O kurcze, hajtają się, znów trzeba będzie wyskoczyć z forsy”

Moja wizja jest taka.

Wstanę przed świtem. Pojadę na giełdę kwiatową po naręcze białych goździków. Wrócę. Pójdę spać dalej. Wstanę. Zrobię nam śniadanie. Pójdę podciąć końcówki. Wrócę. Zrobię bukiet. Wezmę prysznic. Zjemy drugie śniadanie. Zaczniemy się zbierać. Ubiorę się. On się ubierze. Wsiądziemy do auta i pojedziemy do kościoła. Przywitamy się z bliskimi. Podpiszemy co trzeba. Zacznie się Msza Święta. Punkt kulminacyjny – SAKRAMENT. Potem Msza się skończy. Po Mszy przejdziemy do sali obok na poczęstunek. Będzie bigos, sałatki, kanapki i ciastka. Dzień wcześniej spędzę urocze chwilę z mamą, babcią, siostrami i przyjaciółkami szykując te wspaniałości. Będziemy mieć czas żeby porozmawiać z gośćmi, pośmiać się, pojeść, porobić zdjęcia. Potem goście pojadą, my posprzątamy. Wrócimy do domu. Przeniosę moją kołdrę i poduszkę do jego (od teraz naszego) łóżka. I będziemy się cieszyć małżeńską codziennością. Tak to widzę 🙂

Chciałabym, żeby było spokojnie i bez spiny. Chciałabym, żeby w tym dniu Pan Bóg był w centrum. Chciałabym, żeby przyjechali nasi bliscy, żeby się za nas, i z nami modlili. Żeby uświetnili ten dzień swoją obecnością. Bez parcia na gotówkę, bez wymyślnych kreacji, bez wódki, bez potańcówki. Żeby w tym dniu ważny był człowiek, i jego obecność. I żeby było na maksa spokojnie.

A jak wyjdzie to się okaże 🙂

 

 

Reklamy

10 thoughts on “Tygodnik Narzeczonej #3

  1. Klaro widzę że mamy podobne spojrzenie na kwestie ślubu i wesela. Nie wiem czy dane będzie mi tego kiedykolwiek doświadczyć na własnej skórze ale ja wiem że chciałabym wziąć ślub w gronie tylko najbliższych osób z którymi coś mnie NAPRAWDĘ łączy a nie tylko biologia 😀 Nie wiem co by na to mój przyszły mąż ale jak by się uparł koniecznie na wesele to na pewno byłoby bezalkoholowe (jestem w Krucjacie) i nie na 200 osób.
    Nie wiem jakie masz preferencje co do stroju ale mnie baaardzo podoba się wianek z kwiatów na włosy + welon a w bukiecie koniecznie muszą być moje ukochane frezje!
    Błogosławionych Świąt Ci życzę!

    Lubię to

    1. A i może jestem „inna” ale kiedy myślę o sobie jako narzeczonej to na pewno namawiałabym przyszłego narzeczonego na kilka kursów przedmałżeńskich z racji chęci rzetelnego przygotowania do małżeństwa i czystej ciekawości tego co się na nich dowiem, bo kurs kursowi nie równy 😉

      Lubię to

      1. Bardzo słusznie 🙂 Myślę że to w 100% zdrowe podejście i czas Narzeczeństwa właśnie temu służy… Właściwego przygotowaniu do małżeństwa. Niektórzy mówią, że do małżeństwa nie da się przygotować, ale ja się z nimi nie zgadzam. Uważam że można i trzeba, bowiem to jakie będzie nasze życie życie po ślubie to owszem… Wypadkowa przypadku ale także naszej pracy, oraz potencjału który wypracowaliśmy przed ślubem 🙂

        Lubię to

    2. Ja też jestem w Krucjacie a mój Ukochany nie pije „bo tak” więc problem alkoholu w ogóle nie istnieje.
      Wianek jest super 🙂 A co do kwiatów to moimi faworytami są gipsówka i goździki 😀

      Lubię to

    3. A dla mnie jest przykre to co piszecie: „chciałabym wziąć ślub w gronie tylko najbliższych osób z którymi coś mnie NAPRAWDĘ łączy a nie tylko biologia”. Jeśli z rodziną łączy kogoś tylko biologia, to trzeba by się zastanowić nad pytaniem „czyja to wina?”. Denerwują mnie opowieści ludzi, dla których każde święta czy spotkania rodzinne to istne katusze, wysłuchiwanie narzekań ciotek, które trzeba po prostu przetrwać i wrócić spokojnie do domu. Czują się tam obco? A to nie jest tak, że to Ty nie podtrzymujesz kontaktów rodzinnych? Nie masz o czym gadać z ciotką, bo to dla Ciebie obca osoba z którą tak naprawdę nigdy nie rozmawiałaś? Może ciotka ma jakieś fajne pasje o których nawet nie masz pojęcia, bo wszystko dookoła było dla Ciebie ważniejsze niż kontakt z nią. Więc nie ma się co dziwić, że dla niektórych wesela (i każde inne rodzinne, większe spotkania) to przykry obowiązek, na którym trzeba odpowiadać na pytania ciotek, udawać, że się dobrze bawi na „żenujących zabawach”, hulać, jeść i pić.

      Lubię to

      1. Cóż, może nie do końca dobrze się wyraziłam. Z moją rodziną łączą mnie świetne stosunki, widzimy się naprawdę często, na miłych obiadach i rozmowach. Pisząc o biologii miałam na myśli rodzinę naprawdę daleką, którą widziałam ostatni raz na jakimś pogrzebie jeżeli w ogóle, a ktoś organizujący huczne wesele często zaprasza kuzynów z którymi nigdy wcześniej nie rozmawiał. Obydwoje mamy spore rodziny te najbliższe (rodzeństwo rodziców z rodzinami) z którymi mamy bardzo dobre relacje. A nie widzę sensu zapraszania męża siostry babci itp. o których istnieniu wiem, ale nigdy ich nie spotkałam. Uważam że mam bardzo ciepłe relacje ze sporą rodziną i to z nimi chce spędzać ten dzień 🙂

        Lubię to

  2. Z punktu widzenia gościa weselnego którym byłam już wiele razy bardzo dziwi mnie Twoje podejście Klaro do kopert dawanych jako prezent ślubny. Wydaje mi się, że zupełnie opacznie rozumiesz znaczenie wkładanych tam pieniędzy. Może czasem zdarza się, że ktoś zaprasza na wesele dla koperty, ale myślę, że te przypadki są marginalne. Przecież jakby tak było, to po co zapraszać biednego wujka który nic nie włoży, bo nie ma kasy? Czy nie lepiej go pominąć i „nie być stratnym”? Koperta nie jest zapłatą za udział w weselu, ani przykrym obowiązkiem. Jeśli któryś z zaproszonych gości tak to traktuje, to nie świadczy dobrze o nim, ja też bym się pewnie źle czuła wiedząc, że moi goście taktują prezent dla mnie jak jakieś wpisowe na wesele, czy inną opłatę :O Ja tak zostałam wychowana i tak też postrzegają to moi przyjaciele, że koperta (czy prezent) jest moim DAREM dla Państwa Młodych, wyrazem SZACUNKU dla nich, PODZIĘKOWANIEM, że akurat mnie zaprosili, a przecież mogli kogoś innego, a w szczególności jest POMOCĄ materialną na ich nowej drodze życia, to są pieniądze (albo prezent) NA START. A nie żadna opłata za wesele. Każdy chce pomóc młodym, którzy zwykle nic nie mają swojego zacząć nowe, wspólne życie. Dlatego właśnie przyjmuje się (to nie obowiązek), że do koperty najlepiej włożyć tyle by choć pokryć wydatki, które Państwo Młodzi musieli ponieść by mnie wykarmić (i napoić ;)) w tym dniu. A najlepiej żeby jeszcze coś im zostało na +, co pomoże im wić wspólne gniazdko. Nigdy nie traktowałam dawanej koperty/prezentu, jako przykrego obowiązku (bo przecież z urodzinami sprawa wygląda identycznie! Dostajesz zaproszenie na urodziny, przychodzisz i przynosisz prezent, nawet jeśli jest robiony własnoręcznie zasada jest ta sama). Mówienie, że „trzeba wyskoczyć z kasy” to tak naprawdę tylko przenośnia, znacząca tylko tyle, że trzeba uzbierać większą kwotę, a nie żal do PM że robią wesele (co też nie jest tragedią, bo nie zarabiam dużo, a o weselu wie się zwykle dużo wcześniej, więc zawsze sobie powoli odkładam. 500 zł można uzbierać odkładając przez rok, co miesiąc po 40zł, więc to tak nie boli, po prostu ważna jest systematyczność). Nigdy nie wpadłabym na to, żeby żałować komuś pieniędzy włożonych do koperty! Jeśli ktoś prezent dla kogoś traktuje jak coś co sam sobie odbiera (traci na tym) to jest to przykre, natomiast jeśli się myśli o prezencie jako o darze dla drugiego człowieka, dla swoich przyjaciół na nową drogę życia, o czymś danym ze szczerego serca to nie odczuwa się tego jako stratę.

    Lubię to

    1. Jest słuszne co piszesz, ale wiem też że niektórzy bardzo się przejmują tymi pieniędzmi, i odmawiają udziału w zabawie, dlatego że chcieli by coś przynieść a nie mogą. Oczywiście nie rezygnuję z wesela z powodu kopert, tylko dlatego że nie lubię takich imprez, a to tylko jeden mały aspekt, który mam nadzieję sprawi że rodzina po prostu będzie z nami, nie ważne czy nam coś ofiarowując czy nie.

      Lubię to

  3. Zgadzam się z Tobą, pisanie na zaproszeniu by nie przynosić prezentu tylko pieniądze jest wg mnie nie na miejscu! To od gościa zależy co przyniesie i jaką kwotę chce przeznaczyć na prezent. Czy woli dać jakaś rzecz czy pieniądze. Natomiast dawanie pieniędzy do koperty jest nie tylko wygodne dla gości (nie musisz latać za prezentem, trzeba też pamiętać, że przecież jakoś to trzeba przywieźć (!) (dostawa kurierem w sobotę pralki pod kościół hihihi ;)), ale też dla Państwa Młodych (przywiezienie prezentu pod kościół przez gości, później młodzi muszą to sobie jakoś zabrać i przewieźć dalej, gdzieś przechować), jest problematyczne, więc nie chodzi tu tylko o 10 żelazko 😉 Kiedyś w czasie wojennym i PRL to miało sens, bo pieniądze nie miały takiej wartości jak towar. Zapytaj mamy to Ci opowie, że pieniądze były, ale nie było co za nie kupić. Dlatego mile widziane były prezenty, każdy miał jakieś dojścia, kontakty, mógł coś zdobyć i załatwić. Wtedy nawet i 10 żelazko było na wagę złota, bo zawsze się znalazł na nie jakiś chętny 😉
    A teraz wyobraź sobie sytuację, że po ślubie przeprowadzasz się do swojego Wymarzonego Nowego Domu. Zamiast wspólnie wić sobie gniazdko ze swoim Szczęśliwym Małżonkiem, chodzić po sklepach, tworzyć wspólną wizję Nowego Domu, zamiast przyjemności poszukiwania i wybierania tego co Wam się podoba i co dla Was ma na tą chwilę największe znaczenie, zamiast wybierać co kupić pierwsze za Wasze skromne oszczędności i pieniążki, które zostały z wesela, upychasz po kątach wielką lodówkę od babci, drewniany stół z 16 krzesłami od dziadka, pralkę od chrzestnej ładowaną od boku (bo to praktyczniejsze, szkoda tylko, że Ty zawsze marzyłaś o ładowanej od góry, bo macie maleńka łazienkę i nawet nie masz teraz jak drzwiczek otworzyć i prania wyciągnąć hihiih ;), bo każdy lepiej od Was wiedział co potrzebujecie w Waszym Nowym Domu 😉

    Lubię to

    1. Jasne że pieniądze są wygodniejsze 🙂 I pewnie wolę dostać gotówkę niż 5 żelazek. Myślę że w dzisiejszym świecie i tak ludzie dają pieniądze, bo jak piszesz jest prościej. Po prostu pisanie tego na zaproszeniach jest wg mnie strasznie nachalne i nieuprzejme. Jeżeli ktoś zechce nam podarować pieniądze, to super, jeżeli zdecyduje się na drobiazg też miło, jeżeli nic nie przyniesie nie ma problemu. Prezenty są podrzędną kwestią w dniu ślubu, i nie chciałabym aby ktoś z ich powodu zrezygnował z obecności.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s